niedziela, 5 kwietnia 2020

Bolt Action: amunicja do Pak 40

Witam,

Od dawna jestem fanek konstrukcji o nazwie Pak 40.

Wszyscy podkreślają zalety tej konstrukcji (bardzo dobre parametry penetracyjne, pewna wszechstronność, konstrukcja z 1940 która pięć lat później się nie zestarzała,...) jak i wady (za ciężka aby załoga mogła ją samodzielnie przetaczać, wysokie straty,... ).

Mimo że zostało wyprodukowane około 23000 sztuk broń ta pozostaje w cieniu czołgów, dział samobieżnych czy też Flak'ów. Dodam również że widać braki w necie (ciężko cokolwiek wygooglać, czy to dotyczącego szczegółów organizacyjnych pododdziałów uzbrojonych w Pak 40, regulaminów czy też wspomnień samych żołnierzy). Jest trochę fotek zachodnich aliantów typu to "działo które zatrzymało, blokowało,..." Czyli te armaty jednak coś zwojowały.

Po pomalowaniu jednego Pak 40 kupiłem kolejny i chcę wyposażyć półpluton (w zależności od etatu w plutonie było od 3 do 4 armat Pak 40) jak najbardziej zgodnie z rzeczywistością.

Na początek skupiłem się na amunicji. Ta jest widoczna na prawie każdym zdjęciu z epoki.

W zestawach Warlorda jedna z figurek klęczy na skrzynce na pewno nie będącą skrzynią na amunicję. Sam pocisk, trzymany przez tę samą figurkę nie trzyma skali - ot impresja artystyczna. Nie ma się co czepiać ale można chcieć więcej.

W zestawie Rubikon Models many 3 skrzynie w dobrych wymiarach w tym jedna otwarta z odwzorowanymi, nie wiem jak to nazwać, slotami na naboje. Dodatkowo mamy 2 blaszane zasobniki na naboje. Do tego 7 pocisków oraz dwie łuski. Jest w czym wybierać.

Ja wystawiam do każdej armaty ciężarówkę Maultier firmy Rubikon Models. I tu sam sobie zrobiłem schody. Ile na tych ciężarówkach powinno być amunicji. W plutonie są dodatkowo 2 pojazdy 3t do przenoszenia amunicji - ile tam amunicji się znajdowało. Czyli, jaka jest jednostka ognia na pluton.

Nie mogę znaleźć tych informacji.

Więc na oko zrobiłem skrzynie na a potem będę wrzucał to co zrobię na ciężarówki :)



Materiał karton, potem farba w spreju, wash, drybrusch, detale pędzlem, etykietki doklejane na końcu.



Dla porównania po prawej plastikowe skrzynie z zestawu.

Szybka kwerenda po necie wykazuje że skrzynek było kilka wzorów, a dodatkowo typy amunicji miały różne wymiary (długość). Ja wymiary dopasowałem do skrzynek z zestawu.


czwartek, 2 kwietnia 2020

Bolt Action: Opel Blitz Ambulans i SdKfz 7/1

W tym roku postanowiłem wprowadzić ożywczy powiew do mojego hobby. Postanowiłem na BA. Modele pomalowane a tu nagle epidemia. W ramach izolacji robię te modele na które nie miałbym czasu.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Oba modele to produkty Rubicon Models - wg mnie wyprzedzają jakościowo modele Warlorda i Italeri (trzeba mieć na uwadze że obie te firmy specjalnie upraszczają modele tak aby były przyjazne dla graczy). Moje zdanie to punkt widzenia modelarza. Figurki od RM są w skali "biologiczne" a te od W są w skali "heroic" - wzrostem pasują idealnie ale np po "obfitości" głów są łatwe do odróżnienia - lepiej nie mieszać.

Kilka rzeczy wartych odnotowania a nie tak oczywistych
- w oplu jest szablon do przedniej szyby a już bocznych już nie ma
- w sdkfz jest kalkomanie prędkościomierza :) w instrukcji o tym cisza
- w sdkfz jak wybierze się wersję z platformą to pozostaje cała i nieruszona ramka do wersji w "z siedzeniami", w prawie każdym większym pudełku pozostaje sporo części
- 50PLN za samą pakę do Opla to dużo
- aby zrobić SdKfz 7/1 trzeba kupić pudełko z działkiem oddzielnie, ale za to można z tego pudełka zrobić przyczepkę amunicyjną
- podłoga w pace na Opla nie jest płaska - jak chce się zrobić ją z wnętrzem (samemu) to trzeba zacząć od cięcia - ja się poddałem

Ale ogólnie jestem zachwycony mimo że każdy z powyższych modeli to około 140PLN

wtorek, 10 marca 2020

D&D 5ed: Prządki w Phandalin

Kontynuacja sesji D&D 5ed: Zamek Skałozębów.

Sesja wypadła bardziej organizacyjnie niż epicko.

Zacznijmy od uczestników tej księgowo-ekonomicznej przypadłości :)

Tordrum, krasnal wojownik
Lee, człowiek mnich, zaczyna grę jako martwy ładunek
Poncjusz, półelf łotrzyk
Spięty, niziołek łotrzyk - gracz robił za NPC'a

uwolniony Gurdren Roksiker, krasnal, wojownik, NPC
Bimbol, niziołek lokalna milicja NPC
Gimlet, stary krasnal lokalna milicja NPC
Gilgolas, elf lokalna milicja NPC
Barabaramir, człowiek lokalna milicja NPC
Anzelm, osiołek transportowy

w Phandalin dołączyła:
Zwrotka, diabelstwo warlock - gracz robiła za NPC'a

Po zdobyciu zamku Skałozębów postanowiliśmy przygotować się drogi powrotnej. Poncjusz nie mógł sobie darować na odchodne  i wypuścił z jednej z komnat jakieś przetrzymywane tam straszydło. Straszydło od razu uciekło do lasu i okazało się że nic specjalnego w tej komnacie nie było.

Karawana ruszyła w drogę powrotną. Podróżowaliśmy powoli ponieważ mieliśmy trzech rannych oraz nieżywego Li na prowizorycznych noszach.

Wtem Poncjusz zauważył że na przy trakcie przyczaili się zielonoskórzy. Spodziewaliśmy się tego i na znak uformowaliśmy oddział uderzeniowy składający się ze zdrowych członków naszej wyprawy i zaskoczyliśmy wrogów taktyką będącą mieszaniną szarż, młócenia bronią, krycia się i walki dystansowej. I tym razem nasi najęcie woje okazali się sprawnymi wojownikami. Zieloni zostali błyskawicznie pokonani. Naliczyliśmy chyba z osiem ciał.

Ruszyliśmy dalej. Następnego dnia, tuż przy trakcie trafiliśmy i zaskoczyliśmy posterunek obserwacyjny goblinów. I tym razem wrogowie nie mieli szans tym bardziej że było ich tylko dwóch. Reszta podróży minęła bez niespodzianek.

W Phandalin, poniżej nowa mapka którą znalazłem w sieci, postanowiliśmy się zająć się ożywieniem mistrza Li. Wiedzieliśmy że usługa nie będzie tania - 1250 sztuk złota. Zebraliśmy wszystkie skarby do jednej skrzyni a i tak trochę brakowało. Burmistrz nie chciał się dorzucić i dopiero Gurdren z Siderem, nasi zleceniodawcy, wpadli na pomysł że założą za nas na poczet zysków z kopalni. Może o tym nie wspominałem ale odzyskaliśmy mapę Gurdrena.



Gdy kapłanka ożywiała mistrza Li Gurdren i Sildar zaproponowali nam 20% udział w zyskach odszukanej kopalni na co się zgodziliśmy.

Wieczorem mistrz Li był już żywy. Z tego powodu, ale również z chęci samego się napicia, zorganizowaliśmy imprezę dla całej straży miejskiej na koszt burmistrza w Śpiącym Gigancie. Oberża ta należy do narzeczonej Tordruma więc kasa była dobrze wydana. Na samej imprezie nagrodziliśmy członków straży którzy uczestniczyli w ostatniej wyprawie, nadaliśmy im tytuły sierżantów i ustanowiliśmy instytucję dyżurnego stołówki która od tej pory będzie się znajdować w Śpiącym Gigancie. To chyba udobruchało Gristę, narzeczoną Tordruma która od czasu jego powrotu mała "te" dni.

Następnego dnia kadra straży miejskiej, czyli my, stołowała się karczmie Stonehill'a. Tam poznaliśmy druida Reidota którego zastaliśmy w trakcie rozmowy z Gurdrenem i Silderem. Opowiedział im pasjonującą historię o tym że badał jakieś ruiny w okolicach Neverwinter i musiał przerwać swoje badania bo zagnieździł się tam smok. Z tego co mówił maszkara jest niegroźna a i nasi mocodawcy nalegali że zanim otworzymy kopalnie lepiej pozbyć się smoka - coś to grubymi nićmi szyte.

W ramach przygotowań zrobiliśmy kolejny zaciąg - tym razem nasza sława przyciągnęła 12 ochotników. Postanowiliśmy wynająć wóz i może uda się kupić jakąś ciężką broń.

W międzyczasie Zwrotka nadzoruje prace nad odnowieniem naszego posterunku straży miejskiej.

I na tym koniec.

czwartek, 6 lutego 2020

D&D 5ed: Zamek Skałozębów

Od ostatniej sesji drużyna spotkała się dwa razy alby uporządkować swoje sprawy w Phandalin. Wdzięczni mieszkańcy postanowili zawierzyć naszej drużynie obowiązki zorganizowania lokalnej milicji.

Po ustaleniu z burmistrzem budżetu oraz otrzymaniu kluczy do starej rudery, która miała się stać siedzibą straży, ruszyliśmy poza miasto aby oczyścić ruiny zamku Cragmaw - dwa dni drogi z buta.

Tordrum, krasnal wojownik
Lee, człowiek mnich
Poncjusz, półelf łotrzyk
Spięty, niziołek łotrzyk - w drugiej części przygody robił za NPC'a
Bimbol, niziołek lokalna milicja NPC
Gimlet, stary krasnal lokalna milicja NPC
Gilgolas, elf lokalna milicja NPC
Barabaramir, człowiek lokalna milicja NPC
Anzelm, osiołek transportowy

Jak widać połowa oddziału to NPCe. Zrekrutowaliśmy 12 ochotrników  a na wyprawę poszło 4 najbardziej rokujących.

Pod mury zamku dotarliśmy na wieczór. Spięty użył swojego awatara na wstępne przeszpiegi co wykazało że ruiny są zajęte przez coś ale co i ile togo jest to nie da się tak łatwo sprawdzić.

Postanowiliśmy przenocować w pobliskim jarze i rano użyć fortelu polegającego na ataku frontalnym.

W nocy do jaru przyszwędał się jakiś ork i za przerwanie snu został zmasakrowany. Dało to nad do myślenia i następnego dnia Poncjusz poszedł na rekonesans. Wszedł na jakąś kupę gruzu i zauważył w środku zielonoskórych.

Postanowiliśmy się przebrać w płaszcze Czerwonych Płaszczy z Phandalin i wmaszerować centralnie do zamku przez główną bramę. Zmodyfikowany plan nie przewidywał co będzie dalej.

Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Gobliny, orki i ogry od razu były nieufne, a wrodzony talent oratorki Tordruna jeszcze pogorszył sprawę. Mimo że przez chwilę wydawało się że Poncjusz przekonał kreatury że jesteśmy tutaj jako ich przyjaciele nie byliśmy wstanie powiedzieć po co tu jesteśmy.

Zaczęła się jatka czyli to co umiemy najlepiej. Bez planu i pardonu. Osoby postronne mogły by odnieść wrażenie że szturmowaliśmy jedne drzwi z dwóch stron.


na niebiesko rekonesans, na czerwono szlak walk

Nasi ochotnicy bardzo dobrze się sprawowali. Pierwszy poważne rany odniósł Bimbol. Towarzysze ułożyli go na jednym z posłań i ruszyli walczyć dalej.



Potem pojawiły się dla strachuny a potem jeszcze coś większego - do tej poty wypieram to z pamięci. Gilgolas ledwo trzymał się na nogach, Lee padł pod ciosem śmierdzącej kreatury.



Zamek został zdobyty. Ranni opatrzeni. Martwy Lee został przygotowany do drogi powrotnej.

Zaczęliśmy przeszukiwać ruiny. W jednym z pomieszczeń został zamknięty jakiś potwór. Nie mieliśmy siły z nim walczyć.

Ruszyliśmy w drogę powrotną do Phandalin.

środa, 4 grudnia 2019

D&D 5ed: Krwawy szlak krwawej drużyny

Witam,

Dziś kontynuacja poprzedniej sesji D&D 5ed: Ostateczna rozprawa z Czerwonymi Płaszczami.

Skład:
krasnal Rangrun
niziołek Spięty
krasnal Tordrum
diabelstwo Zwrotka

Po przespanej (czujnie) nocy udaliśmy się w kierunku ruin Sowiej Studni.

Droga ładnie prowadziła nas doliną w coraz wyższe partie gór. Nadchodząca wiosna była widoczna w każdym miejscu. Bez problemu dotarliśmy późnym popołudniem do doliny gdzie znajdował się nasz cel.

Od razu naszą uwagę przykuł spory ruch jak takie pustkowie więc postanowiliśmy się zatrzymać w pewnej odległości. Spięty wysłał swojego sokoła na przeszpiegi - ma z nim jakąś więź że niby widzi jego oczami i takie tam. Sokół dostrzegł że jacyś nieumarli kopią wokół kolorowego namiotu postawionego w centrum ruin. Idąc za ciosem Spięty podkradł się do namiotu, przeciął materiał, zajrzał do środka i został przed kogoś przepędzony. Czyli coś tam już wiemy.

Nie bacząc na pocięcie namiotu gospodarza podeszliśmy do obozu aby się przywitać. Okazało się że gospodarzem jest wysoki i muskularny jegomość ubrany na kolorowo o dalekowschodniej aparycji. Zdaje się że był też niechętnie nastawiony do gości. Na dodatek zaczęły się schodzić zombie.

Rozmowa od początku się nie kleiła. Tordrum przejął inicjatywę i rzucił kamieniem w gospodarza licząc że go powali jednym rzutem. Potem sporawy się skomplikowały. Początkowy plan polegający na szybkim pokonaniu przeciwników nie wypalił a plan B polegający na daniu się otoczyć przez co będziemy widzieli wszystkich przeciwników razem nie do końca spełniał nasze oczekiwania.

Rangrun, Zwrotka i Tordrum walczyli dzielnie ramię w ramię otoczenie przez hordę nieumarłych a w tym czasie Spięty strzelał wrogom w plecy i jakie było jego zaskoczenie gry wrogi mag zaczął się teleportować i rzucać jakieś czary na niziołka.


Wrogi mag nagle zaproponował rozejm. Tordrum podchwycił ten pomysł i zaprzestał walki co też uczyniła reszta jego towarzyszy. Mag, Hamun Kost bo tak się nazywał, zaprosił nas na poczęstunek.

Na nasze pytania wyjaśnił że prowadzi prace archeologiczne i zastęp zombi ma do ochrony. Daliśmy po sobie znać że takie przedstawienie sprawy bardzo nas uspokoiło i na pewno uspokoi naszych zleceniodawców który nas tu wysłali na przeszpiegi. Mag zasugerował nam że coś dodatkowo odpali jak zajmiemy się orkami które szwendają się w okolicach obozu - było to nam na rękę bo i tak mieliśmy zająć się tym problemem.

Mag przedstawił nam też swojego towarzysza - chłopca który większość czasu siedział cicho w koncie.

Następnego dnia udaliśmy się do Wywierniej Grani. Dotarliśmy tam bez przeszkód.

Po dyskretnym wdrapaniu się na grań z której było widać wejście do orczej pieczary i polany przed tymże wejściem opracowaliśmy plan ataku - po cichy zdejmujemy strażników i do ataku.

Udało się nam zdjąć strażników z polany ale pierwszy ork z pieczary podniósł alarm. U wejścia do groty pojawiła się chmara orków, orkowy boss i ogr. Zapowiadało się epicko.

Szybko okazało się że plan ataku ma pewne mankamenty bo nie przewidywał alternatywnych ścieżek rozwoju sytuacji. Horda szybko nas rozdzieliła i zaczęliśmy walczyć w każdy sam.

Jednak doświadczenie zaczęło przeważać szalę zwycięstwa na naszą stronę. Padł i orkowy boss i ogr na którego ciele część z nas odtańczyła taniec zwycięstwa.


Aby osłodzić sobie ból ran złupiliśmy grotę - coś tam zielonoskórzy zebrali ale dupy nie urywa. Tym akcentem zakończyliśmy nasz krwawy szlak.

Na dziś to koniec.