środa, 5 czerwca 2019

WHRPG: Zombie dragon

Drogą kupna nabyłem Zombie Dragon z kickstartera od REAPER Miniatures.

Całość jest z miękkiego plastiku i po sklejeniu prezentuje się niepokojąco ;) . Dodałem kilka części z pudełka szkieletów. Wszystko zaraz idzie kąpieli a potem podkład. Malowanie nie będzie zbyt pracochłonne - zainwestuję czas w podrasowanie podstawki.



niedziela, 2 czerwca 2019

D&D 5ed: Początek przygody ze Starter Kit'a

W zeszłą środę w klubie Nexus doświadczyłem pierwszego od 20 lat kontaktu ze lochami i smokami. Wcześniej grałem raz czy dwa ale system nie przypadł mi do gustu. Tak też było z początku i tym razem. Kupiłem podręcznik gracza, w kilka wieczorów przeczytałem, spróbowałem przygotować postać i dalej nie iskrzyło. W kończy użyłem generatora postaci ze strony D&D BEYOND i czułem się w miarę przygotowany. Odnośnie znajomości settingów byłem czystą kartą i w sumie dobrze się z tym czułem. Co będzie to będzie.

Grają:
Krasnolud, wojownik, Tordrum - to ja,
człowiek, palladym Hlodwert,
elf, łowca, Urle,
krasnolud, kleryk, Rangrun,
halfing, łotr, Spięty.

Rzecz rozpoczyna się na karczmie Szemrzący Dzik (czy jakoś tam) w Neverwinter na Wybrzeży Mieczy. Cała ekipa czeka w kolejce do stolika gdzie lokalne szefostwo gildii poszukiwaczy przygód Gurdrer i Silder obdziela zadania między swoich podopiecznych. Nam przypadło eskortowanie wozu z zapasami do miasta Pandalin za co mieliśmy otrzymać 10 sztuk złota.

Z dużo nie marudząc następnego dnia ruszyliśmy w drogę. Szlak biegł wzdłuż drogi ociekającej w piękne widoki brzegu morza efektownie kształtującego malowniczą linię brzegową. Potem skręciliśmy w boczny szlak i oddaliliśmy się od brzegu. I wpadliśmy w zasadzkę.

Na chwilę przed zasadzką. Cała ekipa na wozie z zaopatrzeniem - tu: zapasy grane przez cukierek.


Cztery gobliny nie były dla nas wyzwaniem. Okazało się że wcześniej w tę zasadzkę wpadli dwaj nasi mocodawcy - znaleźliśmy ich martwe wierzchowce. Tutaj po raz pierwszy zdaliśmy sobie sprawę że nasz mały towarzysz, halfing Spięty jest maszyną śmierci.

Po śladach trafiliśmy do wejścia do jaskini. Cicho zakradliśmy się do dwóch strażników których znowu zmasakrował uber-niziołek :)

Weszliśmy do jaskini....

I tu wątek się zawiesza. To była pierwsza sesja w tym systemie dla większości ekipy. Rozruch był opóźniony ale szybko nabraliśmy pewnej biegłości jak i na co rzucać. A co do systemu to jeszcze nie mam zdania.

piątek, 24 maja 2019

WHRPG: kampania - Księstwa Graniczne - Strzyganie spod Perigord

Na poprzedniej sesji nasza ekipa została wyrzucona z miasta Perigold po tym jak nie wywiązali się z zdania zleconego przez mera tego miasta – dokładny opis znajduje się pod tym tutaj


Ta przygoda zaczyna się (23 Breuzeit) w momencie jak stoimy już za bramą która została szybko zamknięta za naszymi plecami. Ruszyliśmy w kierunku obozowiska Strzygan. Od razu okazało się że większość grupy wiedziona uprzedzeniami do tego wędrownego ludu zaczęła coś tam marudzić o porywaniu małych dzieci do gotowania, kradzeniu kur a nawet wampirach. No ale pragmatyzm zwyciężył postanowiliśmy zagadać z szefem obozu w celu wynajęcia wozu – postanowiliśmy wracać do Beree, a potem przez Neumarkt do krasnoludzkiego miasta którego nazwy nie potrafię zapamiętać.

Strzyganie okazali się bardzo mili, okazało się że jutro też wyjeżdżają w tym samym kierunku co my i nawet zaproponowali przenocowanie wraz wieczornym poczęstunkiem połączonym z małym festynem. Ja szybko zostałem zaprowadzony do jakiejś zielarki która porządnie opatrzyła moją rękę.

Wtedy dopiero na spokojnie rozejrzeliśmy się po obozie. Kilka charakterystycznie zdobionych wozów mieszkalnych, do tego z 3 wozy na dobytek. Wyróżniał się wóz króla Strzygan (?) oraz lekko zaniedbany wóz zielarki. Koledzy postanowili u kowala samodzielnie naprawić/dopasować znalezioną w podziemiach zbroję. Kilka uderzeń młotem krasnala Kargruna i ze zbroi została bezużyteczna sterta pogiętych blaszek – ot kowal run widocznie potrafi tylko runy kuć ;)

Wraz z zapadnięciem zmroku gospodarze przygotowali posiłek. Po posiłku były jakieś tańce ale czułem się bardzo zmęczony. Koledzy podzielili się wartami.

W nocy zostałem nagle obudzony. Niziołek Waldamer zauważył że kilku Strzygan ukratkiem wyszło z obozu. Postanowiliśmy ich po cichu śledzić.

Po niecałych dwóch kilometrach dotarliśmy do bramy cmentarza !?. Podsadzony niziołek na krawędzi muru na żywo relacjonował nam co widzi. Z kaplicy nagrobnej wyszły ghoule i po krótkiej rozmowie ze Strzyganami wyniosły dużą skrzynię obwiązaną łańcuchem. A skrzynia się ruszała. Ghoule, po przekazaniu skrzyni, zeszły do krypty.

Po krótkiej dyskusji postanowiliśmy zaatakować Strzygan jak tylko wyjdą z ładunkiem z cmentarza.
Strzygnanie okazali się kiepskimi wojownikami, szczególnie że mieli tylko noże. Juan okładał ich mieczem ale w zapale nie udało się nam wziąć żadnego jeńca – ot za gorąca krew. Pecha miał niziołek przyczajony ze swą procą na murze. Spadł z  tegoż muru jako próbował sobie poprawić pozycję do strzału. O mało nie umarł.

Walka już się kończyła gdy poobijanego niziołka, z tyłu, chwyciła jakaś umorusana postać. Okazało się że to jest pan Pasztetnik – to jego szukaliśmy w podziemiach. A teraz szczęśliwie się uwolnił. No może nie do końca szczęśliwie bo widać było że dzień w podziemiach odbił się na jego psychice.
Na placu boju leżeli martwi Strzyganie, a za zamkniętą bramą cmentarza aktywowały się ghoule.
Były różne projekty co teraz zrobić, włącznie z oddanie skrzyni Strzyganom. Stanęło na tym że zabieramy Pasztetnika wraz z ruszająca się skrzynią do Perigord.

Po dwóch godzinach całkowicie opadliśmy z sił tuż przed bramą miasta. Pobiegłem z niziołkiem do strażników a ci doprowadzili nas przed oblicze mera miasta.

Tez z radością wysłuchał wiadomości. Jakże odmienne był zachowanie teraz a dzień wcześniej jak kazał nam spie……

Wezwany cyrulik zajął się Pasztetnikiem a potem gratisem obejrzał niziołka Waldemara. Dostałem z powrotem kaucję za wypuszczenie z więzienia!

Następnego dnia mer dał nam wóz i polecenie przewiezienia skrzyni do Beree. Widać że jej tu nie chce. Dla niego najważniejszy był fakt że królewski Pasztetnik się odnalazł a on uniknął kłopotów. Sam Pasztetnik po umyciu i przebraniu wyglądał o niebo lepiej.

I na dziś koniec.

środa, 15 maja 2019

WHRPG: Frostgrave Wizards

Dziś recenzja i garść refleksji.

W moim hobby lubię to że mogę realizować popuszczone wodze fantazji. Coś mnie zainspiruję to przygotuje figurkę lub kilka, zdjęcie lub film i mam nowy domek. Do tego oprócz postawienia nowej produkcji na półkę/walizki/bloga (a tu się muszę przyznać że publikuję jakieś 1/3 swoich projektów - po lakierowaniu brakuje mi jakoś pary a już nowe figurki czekają w krzynce InPost) mogę użyć to co zrobiłem w sesjach rpg lub, już rzadziej, w wargamingu. Wolę plastiki za łatwą obróbkę. Do tego mam pudełko bitsów wszelakich i masę pomysłów w głowie.

Objawieniem dla mnie jest nowy zestaw FROSTGRAVE WIZARDS. To kolejne pudełko z linii dla raczej niszowego systemu fantasy. Za około 75PLN dostajemy dwie takie same ramki z możliwością stworzenia ośmiu czarodziejów. Czego tu nie ma. Na ramkę mamy 4 korpusy ubrane na zimowo - słowo frost w w nazwie systemu obliguje. Do tego 20 główek - jest i Gandalf-style, różne egzotyczne jak i mniej. 20 par rąk - można mieszać przez co otrzymujemy 400 kombinacji :). Z 25 różnych akcesoriów. Sowa, mysz i chowaniec. Całość z dobrego plastiku i dobrej jakości. W jednej z ramek chowaniec, pokraczny humanoid, ma jamkę w skurczową w okolicach dolnej strefy pleców - ale nie wnikam co czarodzieje robią po godzinach ze swoimi pupilami. Na koniec wisienka na torcie - zestaw jest kompatybilny z innymi zestawami tego producenta do Frostgrave. Szczególnie z tymi z figurkami żołnierzy w zimowym przyodziewku.